Obligacje skarbowe mogą być pułapką dla naszych oszczędności

Obligacje skarbowe stały się powodem frustracji wielu inwestorów. W Polsce sporą popularnością cieszą się fundusze papierów dłużnych i wiele osób mylnie zakłada, że na obligacjach skarbowych przecież nie można stracić.

Wiele osób myśli też w taki sposób, że na funduszach dłużnych nie stracą, a historyczne wyniki pokazują, że coś tam zarobię. Jak się jednak okazuje, na obligacjach można stracić i to całkiem sporo.

- Wiele osób myli rentowność obligacji z ich ceną, traktując że wraz ze wzrostem rentowności rośnie cena – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – jednak jest tak, że gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja.

W świecie rynku długu obligacje inflacyjne to absolutny margines. Zasadniczo obligacje są stałoprocentowe lub zmienno-procentowe. Te pierwsze dzielą się na kuponowe i zerokuponowe.
Obligacje zmiennoprocentowe (zarówno detaliczne 3-latki, jak i notowane na giełdzie serie WZ) wypłacają odsetki na poziomie WIBOR + marża. Rząd jednak nie emituje dużych ilości tego długu – zmienny procent to domena obligacji korporacyjnych, które często kuszą inwestorów wyższym oprocentowaniem, ale „oferują” w zamian ryzyko niewypłacalności.

Jeżeli rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Polsce wynosi ok. 2,8% w skali roku, to część osób myli to z oprocentowaniem takim jak na depozycie bankowym – powierzam Skarbowi Państwa pieniądze na 10 lat i dostaję rocznie 2,8%. Niestety tak to nie działa.

Aby to zrozumieć można posłużyć się takim przykładem: inwestor A kupuje obligacje 10 letnie wypłacające roczne odsetki 1,75%, które notowane są na giełdzie, gdzie w każdym momencie można je sprzedać. Załóżmy, że początkowo rentowność obligacji jest równa właśnie 1,75%, a to oznacza, że jej cena jest równa 100 zł. Nie przywiązujmy się do konkretnych wartości – kluczem jest zrozumienie ich zmiany. Zadowolony z zysku bez ryzyka inwestor A wie, że w Polsce rośnie inflacja (już do 11% w marcu 2022 r.). Inwestorzy domagają się wyższych odsetek – rentowność obligacji rośnie do 2,8%. Jeśli Ministerstwo Finansów chciałoby ponownie wyemitować obligacje 10-letnie po cenie 100 zł musiałoby wtedy wypłacić kupon 2,8% rocznie. Teraz inwestor B chce kupić obligacje 10-letnie i może je kupić od Ministerstwa lub od inwestora A. Jednak te drugie obligacje płacą przecież dużo niższy kupon! Aby inwestor B był skłonny kupić obligacje inwestora A ten musi sprzedać mu je poniżej 100 złotych. To wtedy pojawia się strata!

Gdy rentowność rośnie, cena spada. Im „dłuższa” jest obligacja, tym mocniejsza jest ta relacja. Dla obligacji 2-letniej zerokuponowej (nie ma kuponu, ale sprzedawana jest po cenie niższej niż cena wykupu i różnica stanowi formę odsetek) mnożnik wynosi x2 – wzrost rentowności o 1 punkt procentowy oznacza spadek ceny o dwa procent. Dla obligacji 10-letniej byłoby to x10, gdyby również była zerokuponowa. Im wyższy jest kupon, tym ten mnożnik jest niższy. Dla obligacji DS0432 to niecałe x9,25, w przeszłości dla 10-latek (gdy były wyższe stopy, a zatem i kupony) bywało to nawet „tyko” około x7.

- Spory wzrost stóp procentowych może mocno obniżyć ceny obligacji, jednak ktoś może powiedzieć, że jego takie wahania nie interesują bo jeśli będzie trzymać obligację do wykupu nie straci nominalnie wpłaconych pieniędzy – wyjaśnia ekspert XTB. -To prawda, choć trzeba pamiętać, że sytuacje są różne i może pojawić się potrzeba życiowa lub okazja inwestycyjna i stratę jednak trzeba będzie zaakceptować.

Komfortu „trzymania do wykupu” nie mają jednak nabywcy jednostek funduszy. Dzieje się tak dlatego, że zarządzający zwykle chce utrzymać pewną strukturę obligacji w portfelu (jeśli fundusz ma mieć średnio obligacje 5-letnie, to wraz z upływem czasu zarządzający jedne obligacje będzie sprzedawać, a kupować inne, którym do wykupu pozostało więcej czasu). W niekorzystnych okolicznościach (trwałego wzrostu rentowności) takie fundusze mogą tracić przez dłuższy okres czasu.

Czy obligacje skarbowe mają dziś sens? Konstrukcja portfela 60/40 nie wzięła się znikąd. Historycznie dekoniunktura gospodarcza nie sprzyjała akcjom, ale spadające wtedy stopy procentowe pomagały obligacjom. Są scenariusze, w których można zarobić. Jeśli globalna gospodarka zwolni, rentowności 10-latek mogą spaść, a dzięki „mnożnikowi” można byłoby na tym nie najgorzej zarobić. Jednak pomimo wzrostu, rentowności są dalej znacząco poniżej inflacji i ryzyko ich dalszego wzrostu (a zatem straty na obligacjach) jest nadal spore.

Krótkoterminowe obligacje są obecnie rozwiązaniem jedynie w przypadku inwestora, który chce bezpiecznie „zaparkować” daną ilość środków na bardzo konkretny czas. Po odliczeniu inflacji na tym zapewne straci, ale mniej niż na depozycie. Portfelowo stały procent nadal wygląda nieatrakcyjnie.