ROMAN WILHELMI: ZDOBYŁ SŁAWĘ, PRZEGRAŁ ŻYCIE!

Roman Wilhelmi (†55 l.) stworzył wiele niezapomnianych kreacji teatralnych i filmowych. Ale prywatnie swoich najważniejszych ról – męża i ojca – nie potrafił udźwignąć.

W słynnym polskim aktorze kochały się koleżanki ze sceny i planu filmowego, a także fanki, które posyłały mu liściki do garderoby albo czekały na niego po spektaklu.


Roman Wilhelmi lubił być w centrum uwagi, podziwiany. Chętnie korzystał z zainteresowania, jakim darzyły go kobiety. Najpierw to on tracił dla nich głowę, a potem, gdy nie potrafił odnaleźć się w szarej codzienności lub je zdradzał – one rezygnowały z niego...


Jedyny syn aktora, Rafał Wilhelmi (47 l.) także cieszy się opinią przystojniaka. Czasem nazywają go nawet drugim Georgem Clooneyem.

Ale na męskiej urodzie kończą się podobieństwa między ojcem i synem.

"Nie poszedłem w jego ślady zawodowe, chociaż jako student często statystowałem w filmie i nawet podobała mi się ta praca. Jednak traktowałem ją wyłącznie jako przygodę" – przyznał Rafał.

Zakochany w swojej żonie Hani, wzorowy ojciec rodziny, mimo wielu zawodowych sukcesów, pozostał skromnym człowiekiem. Nigdy też nie chwali się słynnym tatusiem.

Przeciwnie. Jest mu na rękę, że mieszkając w Wiedniu – gdzie jest lektorem na uniwersytecie – nie musi zbyt często odpowiadać na pytania związane z ojcem.

Zawodowe sukcesy Romana nie szły bowiem w parze z udanym życiem rodzinnym. Przeciwnie – im większą zyskiwał sławę, tym mniej uwagi poświęcał żonie i dziecku.

Dlatego Rafał zachował wiele nieprzyjemnych wspomnień...

"Mieliśmy iść do zoo i do Łazienek. Czekałem przed blokiem, całą godzinę przy ruchliwej ulicy Puławskiej, a ten drań nie przyjechał" – wspominał.

Matka tłumaczyła mu, że tata ma wiele zajęć, nie robi tego specjalnie. Chłopiec chciał w to wierzyć, bo był bardzo dumny z ojca, którego zazdrościli mu koledzy.

W tym czasie grał w „Czterech pancernych...”.


Kochał teatr, kobiety i alkohol

Kiedy młody Roman zaczynał edukację, nic nie zapowiadało, że zostanie znakomitym aktorem. Był najstarszy z trójki braci i najbardziej niepokorny. Po pierwszych szkolnych awanturach rodzice przenieśli go z Poznania do podstawówki w Aleksandrowie Kujawskim prowadzonej przez salezjanów.

Zakonnicy mieli go nauczyć dyscypliny. A tam Wilhelmi... połknął scenicznego bakcyla.

"Poznałem księdza, który pięknie recytował i prowadził amatorski teatr. Zacząłem w nim występować. Po skończeniu szkoły nie miałem wątpliwości, kim chcę być" – wspominał po latach.

Kiedy bez problemu zdał do PWST w Warszawie, rodzice wreszcie odetchnęli, że Roman coś osiągnął.

Po obronie dyplomu profesor z uczelni, słynny Aleksander Bardini, zaangażował go do teatru Ateneum, z którym Wilhelmi pozostał związany przez całe życie.

Przeżywał, kiedy na widowni zasiadała jego mama Stefania. Chociaż początkowo żalił się, że nie ma nic godnego do zaprezentowania.

"Nie miałem na co zaprosić matki i ojca do teatru" – przyznawał.

Długo żaden dziennikarz nie napisał mu dobrej recenzji. Aktor był bli

2 komentarze:

Jurgen Palestine
Jurgen Palestine:
Droga do nikad......
monika kedyior
monika kedyior:
traktuje go jak biologicznego tate a jego syna jak brata i brata romana wilchelma jak wujka